Zaklęte w słowach

2007
luty



Lorelei
I

Miejsca niezwykłe

Marzenia innych światów
Dimlondiel
Morituri te salutant



|| KSIĘGA || ME?|| Deviant ART||My Night
toplisty:||Droga wyobraźni||Fanstasy||







Rozdział I - Ice Queen


Zawsze lubiłam pisać. Przenosić się do wymyślonych przez siebie światów, dawać życie i czasem ... je odbierać. Piszę różnie. Począwszy od nudnych analiz utworów poetyckich na polski, przez odrobinę głupiutkie powiastki 'na poprawę humoru', skończywszy na tworzeniu historii - czasem dziwnych, czasem takich zwyczajnych. Jaka ta będzie? Nie potrafię powiedzieć, ona dopiero się rozwija. Postanowiłam ją tu wkleić, bo po trochu mam dosyć pisania 'do szuflady'. Czy jest dobra ...? Może nie, ale jest mi droga. Zresztą...oceńcie sami.
Zatytułowałam ją 'Lorelei'*. Po prostu musiałam, wiedziałam, że innego tytułu mieć nie może. Nie będzie miała zapewne wiele wspólnego z okrutnymi dziewicami, wstępującymi za karę do klasztoru, czu rzucającymi się ze skał - różne wersje podają. Bliżej jej będzie do skały, która nosi to imię. Dlaczego? Bo Ann początkowo jest skałą, o która rozbija się życie i śmierć...
---







Miejski autobus mozolnie toczył się pod górkę. Silnik z koszmarnym hałasem zmuszał oporne koła do toczenia się przez kolejne ciemne, nieprzyjazne ulice rozjaśnione jedynie bladymi światłami latarni. Znudzony kierowca oparł się o kierownicę i raz po raz ziewając, tępo patrzył przed siebie. Nie musiał się starać – znał na pamięć trasę pokonywaną noc w noc, której jedynym urozmaiceniem mogła być bójka sprowokowana przez pijanego pasażera. W radiu jakiś niemniej znudzony głos oznajmił wszem i wobec, iż nastała godzina pierwsza w nocy. Po owym oświadczeniu zapadła ciszą, a po chwili puszczono jakiś wyjątkowo smętny kawałek z dedykacją dla Moniki od niejakiego Jacka. Tej nocy wszechobecną ospałość prezentowali również nieliczni pasażerowie, którzy po suto okropionych odpowiednimi trunkami wieczorach wracali do szarych domów by tam narzekać następnego ranka na kaca. Z jednym wyjątkiem.



Naprzeciw głównych drzwi stała, wygodnie oparta o dużą szybę kobieta. Gdyby ktoś spojrzał na nią, niechybnie zadałby sobie pytanie co ktoś taki robi w środku nocy w autobusie jadącym przez najgorsze dzielnice miasta. Jednak zaraz zdałby sobie sprawę, że taka osoba nie pasuje również do innych miejsc, w których wesoło świecą neony, a wystawy sklepów zmuszają do opróżnienia portfela. Ale nikt nie spojrzał. No, może z wyjątkiem kilkuletniego chłopca, który ściskał dłoń pijanego mężczyzny, zapewne ojca. Duże, wystraszone oczy dziecka utkwione były w kobiecie, a na brudnej buzi odmalowywało się zdumienie i… lęk.



Kobieta jednak nie zwracała uwagi na malca ani na nikogo innego. Niewidzące spojrzenie spoczęło na szybie za którą przesuwały się szare, w większości mocno nadgryzione zębem czasu kamienice. Jej duże, niepokojąco błękitne oczy nie widziały żadnych obrazów, zbyt pogrążona była w zadumie by dostrzegać cokolwiek. Autobus przystanął na chwilę, drzwi otworzyły się ze zrezygnowanym jękiem wpuszczając do wnętrza jedynie garść światła z przyulicznej latarni. Owe światło rozjaśniło odrobinę sylwetkę kobiety ostrym kontrastem zaznaczając bladość twarzy na tle okalających ją czarnych, spływających na ramiona włosów. Pogłębiły także kolor ust pokrytych bordową szminką. Jednak nawet one nie rozjaśniły czerni długiego, sięgającego ziemi płaszcza. Nie pomógł też ciemnozielony szalik, niedbale zawiązany i rzucony na plecy. Drzwi z przeraźliwym trzaskiem zamknęły się i autobus ponownie ruszył, tym razem z jeszcze większym hałasem niż poprzednio. Kobieta poruszyła się niespokojnie, lecz potem znów zastygła w bezruchu. Mały chłopiec nie odrywał od niej wzroku. Zauważył ciemne dżinsy, wpuszczone w sięgające kolan kozaki na wysokiej szpilce. Pomyślał, że podobne miała mama. Pomyślał też, że ta kobieta jest bardzo piękna, może nawet piękniejsza niż mamusia. Ale że jest straszliwie … nieżywa.



Jak matka. Szepnęło coś w jego duszy i chłopiec poczuł ucisk w gardle i łzy, które nieznośnie paliły oczy. Spojrzał szybko na ojca i zdusił szloch. Ojciec nie lubi gdy płacze za mamą. Jest wtedy bardzo zły i znów pije. Znów spojrzał na kobietę i zaczerwienił się gdy ujrzał te dziwne, olbrzymie oczy wpatrzone prosto w niego. Zawstydzony spuścił wzrok i wtedy autobus ponownie stanął.



Mężczyzna siedzący przy chłopcu poruszył się, z trudem rozpoznając swój przystanek. Chwiejnie wstał i opierając się o inne fotele ruszył ku drzwiom, ciągnąc za sobą dziecko. Zmętniały przez nadmiar alkoholu wzrok przesunął się po kobiecie, nie zatrzymując się na niej ani na chwilę. Chłopiec jeszcze tylko zdążył zauważyć, że kobieta spojrzała na tatę, po czym wyskoczył z autobusu, próbując za nim nadążyć. Usłyszał jeszcze tylko jak autobus rusza, a gdy się obejrzał pojazd znikał właśnie w następnej nieoświetlonej uliczce.



Tymczasem kobieta nadal stała bezruchu, wpatrzona w znikającego chłopca. Odwróciła wzrok dopiero gdy dziecko, prawie biegnące za zataczającym się opiekunem rozpłynęło się w mroku.
Każdy kto ujrzałby na własne oczy taką scenę poczułby ukłucie żalu za zniszczoną przez alkohol rodziną. Zastanowiłby go los małego chłopca, może nawet spróbowałby go odnaleźć. Ale nie ona. Nie czuła żadnych emocji patrząc na smutną, przestraszoną buzię i idącego chwiejnie mężczyznę. A w momencie gdy zniknęli z zasięgu jej wzroku po prostu wyrzuciła ich z myśli.



Nie zwróciła też uwagi na to, iż pozostała w autobusie sama. Nadal stała bez ruchu, wpatrzona w nicość. Dopiero gdy po dłuższej chwili autobus ponownie zatrzymał się na ostatnim już przystanku kobieta poruszyła się i pośpiesznie wyszła na zewnątrz.





---

Lorelei - więcej informacji czysto encyklopedycznych, dla ciekawych: [link]

cero 2007-02-06 19:02:46
skomentuj (3)



Layout by Me. Picture by DeviantART. Don't copy!
Zabierz i ukryj mnie
Bo dla ciebie tylko trwam
Pośród kwiatów i cieni
Pośród mgieł spowijających myśli
Wiem! Mój ogród zniknie
Wszystko zacznie się od nowa
(Artrosis 'pośród kwiatów i cieni')